 |
Zamiast kredy - Wi-Fi, zamiast zeszytu - laptop, zamiast papierowego atlasu - Google, zamiast długopisu - komórka, którą można zrobić zdjęcie. Tak dziś wygląda II Społeczne Liceum Ogólnokształcące w Białymstoku. Szkoła, którą skończyłam 16 lat temu.
|
Wtedy lekcja historii zaczynała się od tego, że nauczyciel odpytywał, później dyktował temat lekcji. Podręcznik, strona... Trochę dopowiadał, trochę pokazał na mapie. Dziś w mojej szkole zajęcia z historii odbywają się w pracowni multimedialnej. O tym, jak się to wszystko zmieniło, opowiada Małgorzata Gwaj, jeden z niewielu nauczycieli w szkole, który używa dobrodziejstw techniki i wie, jak je dobrze wykorzystać. Chciałam jej wypowiedzi zestawić z opiniami mojego profesora historii, który nie mógł zrozumieć, jak można się było nie przygotować do lekcji, i który nauczył mnie historii tak, że bez problemu zdałam maturę. Niestety, mój ambitny plan zrobienia historycznego dwugłosu legł w gruzach.
- Agnieszko! Dziękuję za propozycję, ale jednak nie skorzystam - powiedział Ryszard Zimnoch, dziś dyrektor Przyszpitalnej Szkoły Podstawowej nr 40. Dlaczego? Nie powiedział.
Rozmowa o szkole
Agnieszka Domanowska: Wróciłam do szkoły w innej epoce, w innym wymiarze. 16 lat temu nie było takich cudów techniki, nie było internetu, nie było pracowni multimedialnych. A jednak zdałam maturę, skończyłam studia. Czy dziś jest lepiej? Gorzej? Jak jest?
Małgorzata Gwaj, nauczyciel historii w II Społecznym Liceum w Białymstoku: O, na pewno jest lepiej. To wszystko co pani wymieniła, pozwala uczniom na samodzielną pracę, czyli na kształcenie umiejętności poszukiwania informacji. Kiedyś był jeden podręcznik i to wystarczało w zupełności. Dziś matura z historii jest tak skonstruowana, że nie ma jednego uniwersalnego podręcznika, w którym byłby cały materiał. Oni muszą bardzo dużo pracować w domu. Muszą wiedzieć, z jakich stron internetowych korzystać. Nie oszukujmy się - żeby się przygotować, muszą korzystać z sieci. Nie da się inaczej. Poza tym to uczniowie pracują, nie nauczyciel. Uczą się tak organizować czas, żeby jak najwięcej się nauczyć. Matura to są trzy godziny i każdy musi w te trzy godziny cały arkusz wypełnić.
Namawia pani uczniów do korzystania z internetu, bo:
- To oszczędność czasu.
A nie boi się pani pułapek w sieci, błędów?
- Pewnie, że tak. Na początku każdego roku robię lekcję w sali multimedialnej i uczę, jak korzystać z sieci. Pokazuję strony dotyczące historii - zarówno dobre, moim zdaniem, jak i te złe, na których roi się od błędów. Pokazuję im darmowe encyklopedie i omawiam, dlaczego nie należy się na nie powoływać. Wszyscy uczniowie mają w domach dostęp do internetu. Jak piszą prace, korzystają ze stron takich jak www.sciaga.pl czy www.bryk.pl - pokazuję im, co tam jest. Po takiej lekcji już doskonale wiedzą, że informacje z sieci trzeba zweryfikować, sprawdzić w kilku miejscach. Żeby dzisiaj uczyć, dobrze uczyć, trzeba po pierwsze sprawić, żeby uczeń nie żył w przekonaniu, że jak zrobi kopiuj, wklej to będzie świetnie. Nie będzie.
Czy przeszła pani jakiś specjalny kurs z prowadzenia zajęć multimedialnych?
- To tylko zwykły kurs pracy z komputerem, w różnych programach. Reszta to już moje przygotowanie. Dziś mam już własną biblioteczkę multimedialną. Są w niej filmy, gotowe prezentacje, lekcje prowadzone na podstawie internetu i komputera. Są też wydawnictwa, które wspomagają nauczycieli. Wysyłają płytki, które zawierają krótkie filmy, gotowe do zaprezentowania na lekcji. Tu, w tej szkole, to nie funkcjonuje, ale w drugiej, gdzie pracuję, jest platforma mudle i uczniom przesyłamy testy, zadania do zrobienia, teksty źródłowe. Tutaj klasa humanistyczna stworzyła sobie specjalną stronę, gdzie zamieszczane są prezentacje, opracowania. Podstawą funkcjonowania są maile. Prac nie trzeba drukować, kserować, każdy ma je na swoim komputerze. Nawet ich sprawdzanie jest teraz łatwiejsze. Przysyłają mi wypracowania pocztą elektroniczną, ja nie muszę ich już nosić ze szkoły do domu. Odsyłam im poprawione. To też duża oszczędność czasowa.
Nie boi się pani, że taka komunikacja doprowadzi do zatarcia granicy nauczyciel - uczeń?
- Nie. Dziś nauczyciel nie jest już tylko belfrem, który przychodzi na lekcje, pyta, straszy kartkówkami, sprawdzianami. Dziś nauczyciel jest osobą, która wskazuje, podpowiada, jak się uczyć i skąd czerpać wiedzę. Dobrą wiedzę.
Czy jeżeli na portalu Nasza-klasa pojawi się zdjęcie któregoś z uczniów w nieprzyzwoitej sytuacji - z piwem, papierosem, czy zawierające treści pornograficzne - zareaguje pani?
- Tak. Uczeń szkoły jest uczniem również po lekcjach. Nie możemy mu zostawić absolutnej wolności. Reagujemy bardzo mocno. Nie zdarzyło mi się moich uczniów znaleźć na takich stronach w jakichś nierozsądnych sytuacjach, ale próbują na przykład zamieszczać treści obrażające nauczycieli. Według mnie jest to tragiczne. Takie sytuacje sprawdzamy i weryfikujemy. Za coś takiego uczeń może być nawet usunięty ze szkoły.
Czy nie ma pani wrażenia, że dzisiaj wychowuje pani pokolenie analfabetów, które nie potrafi wziąć długopisu do ręki, bo przecież jest komputer, klawiatura?
- Niestety tak. Wolałabym, żeby więcej pisali. Kiedy mam dwie lekcje z rzędu, często zadaję im pracę do napisania na lekcji. Niemniej jednak nie ustrzeżemy się wtórnego analfabetyzmu. Zresztą dzisiaj osoby z wszelakim dys... [dysleksja i dysortografia - red.] na maturach nie muszą pisać na papierze. Dostają komputer i tam rozwiązują testy. Kolejna sprawa to, niestety fakt, że nie czytają książek. Lektury oglądają na DVD, a jak już przeczytają, to tylko najkrótsze streszczenie. To smutne.
Czy wikipedia powinna być uznana za podręcznik?
- Oj, nie. Zdarzają się tam błędy, i to naprawdę żenujące. Jeżeli już, to proszę uczniów, by korzystali z Wikipedii anglojęzycznej, ponieważ tam jest mniej błędów i są szersze informacje. Wikipedia swego czasu była takim portalem, na którym każdy mógł wszystko zamieścić. To było zupełnie niekontrolowane. Zdarzało się tak, że nauczyciele sprawdzali, czy uczeń korzysta z Wikipedii, sami zamieszczali błędne informacje. Albo inny przykład. Na stronie www.sciaga.pl jest zamieszczona praca i ocena nauczyciela. Nie można podchodzić do tego tak, że jest to ideał, bo nie jest. Ja za taką pracę stawiam jedynkę - po pierwsze plagiat, po drugie treść takiego wypracowania jest żadna.
Jest pani w stanie bez problemu wychwycić plagiat?
- Lata praktyki. Dziś nie sprawia mi to najmniejszego problemu. Zresztą na swoim komputerze mam system antyplagiatowy. Za dużo przeczytałam prac. Dziś jestem w stanie wskazać podręcznik, z którego przepisali dany fragment.
Przypomina pani sobie jakąś szczególnie cenną pracę pisemną ucznia?
- W ubiegłym roku miałam takiego maturzystę, który pisał prace zupełnie sam, swoimi słowami. Czytał w różnych podręcznikach, książkach i pisał sam. Sam analizował. Jego najlepsza praca dotyczyła porównania chrześcijaństwa i innych religii. Napisał ją wzorowo. Jeden taki się zdarzył na kilka lat.
(Gazeta Wyborcza Białystok) |