|
Kiedy w Jedwabnem modlono się za dusze zmarłych, pod Tomaszowem Mazowieckim trwały przygotowania do podpalenia stodoły. Miało to symbolizować mord, do którego doszło w lipcu 1941 roku.
Dochodzi południe. Kilkaset metrów za ostatnimi zabudowaniami Jedwabnego, w miejscu, gdzie przed 69 laty doszło do mordu obywateli Polski wyznania mojżeszowego, zaczynają się już zbierać ci, którzy chcieli tu być, by wspólnie pomodlić się za dusze zmarłych. Na wieży kościelnej biją dzwony. Bynajmniej nie po to, by wpisać się w uroczystości. Wzywają na sumę. W miejscu, gdzie stała stodoła, w której spalonych zostało - według danych Instytutu Pamięci Narodowej - 300 Żydów, a kolejnych 40 zabitych przez polską społeczność, symboliczny pomnik. Zarys budowli wskazują kamienne bloki. Skoszona trawa, wypielęgnowane krzewy. Po drugiej stronie drogi inny świat - zarośnięty chaszczami założony w XIX wieku cmentarz żydowski - pamiątka po społeczności, która przed wojną zamieszkiwała miasteczko.
Ale w niedzielę oczy wszystkich zwrócone są na pomnik, pod który zjechali przedstawiciele warszawskiej gminy wyznaniowej, ambasady Izraela, duchowni, wreszcie - czy może przede wszystkim - osoby prywatne, które chcą uczcić zamordowanych. Rozbrzmiewa - po hebrajsku i polsku - Psalm Dawidowy... "Pan jest pasterzem moim. Niczego mi nie braknie. Na zielonej trawie pasie mnie. Nad wody spokojne prowadzi mnie. Duszę mą pokrzepia. Wiedzie mnie ścieżkami sprawiedliwości (...). Choćbym nawet szedł ciemną doliną, Zła się nie ulęknę, boś Ty ze mną (...)". Tyś jest ze mną... Choć od razu nasuwa się pytanie, gdzie był Bóg przed 69 laty, gdy spędzono tu żydowską społeczność miasteczka. A później zamknięto drzwi stodoły i podpalono ją. Słychać słowa Pieśni pielgrzymek oraz Miktam Dawidowy. Oraz modlitwę za zmarłych...
Dochodzi południe. Kilkaset metrów za ostatnimi zabudowaniami Jedwabnego, w miejscu, gdzie przed 69 laty doszło do mordu obywateli Polski wyznania mojżeszowego, zaczynają się już zbierać ci, którzy chcieli tu być, by wspólnie pomodlić się za dusze zmarłych. Na wieży kościelnej biją dzwony. Bynajmniej nie po to, by wpisać się w uroczystości. Wzywają na sumę. W miejscu, gdzie stała stodoła, w której spalonych zostało - według danych Instytutu Pamięci Narodowej - 300 Żydów, a kolejnych 40 zabitych przez polską społeczność, symboliczny pomnik. Zarys budowli wskazują kamienne bloki. Skoszona trawa, wypielęgnowane krzewy. Po drugiej stronie drogi inny świat - zarośnięty chaszczami założony w XIX wieku cmentarz żydowski - pamiątka po społeczności, która przed wojną zamieszkiwała miasteczko.
Ale w niedzielę oczy wszystkich zwrócone są na pomnik, pod który zjechali przedstawiciele warszawskiej gminy wyznaniowej, ambasady Izraela, duchowni, wreszcie - czy może przede wszystkim - osoby prywatne, które chcą uczcić zamordowanych. Rozbrzmiewa - po hebrajsku i polsku - Psalm Dawidowy... "Pan jest pasterzem moim. Niczego mi nie braknie. Na zielonej trawie pasie mnie. Nad wody spokojne prowadzi mnie. Duszę mą pokrzepia. Wiedzie mnie ścieżkami sprawiedliwości (...). Choćbym nawet szedł ciemną doliną, Zła się nie ulęknę, boś Ty ze mną (...)". Tyś jest ze mną... Choć od razu nasuwa się pytanie, gdzie był Bóg przed 69 laty, gdy spędzono tu żydowską społeczność miasteczka. A później zamknięto drzwi stodoły i podpalono ją. Słychać słowa Pieśni pielgrzymek oraz Miktam Dawidowy. Oraz modlitwę za zmarłych...
- Znów spotykamy się w miejscu, gdzie 10 lipca 1941 roku zginęły setki ludzi. Dlaczego jest ważne, by pamiętać o tych setkach w obliczu tragedii, jaką był Holokaust? Dlatego, że oni zginęli z rąk swoich sąsiadów. I tak jak ciężko jest wytłumaczyć Holokaust, to wydarzenia te jest wytłumaczyć jeszcze trudniej. Dlatego ważne jest rozmawianie, ważna jest edukacja, by nie powtórzył się ani Holokaust, ani takie wypadki, że sąsiedzi zabijają sąsiadów - podkreślał Zvi Rav-Ner, ambasador Izraela w Polsce. Żałuje tylko, że nie ma tu zbyt wielu miejscowych, osób, które przyszłyby tu, by zapalić znicze, pomodlić się.
Icchak Lewin odwiedza Jedwabne od lat. Wspomina Dobkowskich z pobliskiego Zanklewa. Rodzinę, która ukrywała go i bliskich w swoim gospodarstwie. W Jedwabnem jednak zginęła i tak część z jego rodziny. Dziś przyjeżdża tu, by oddać im cześć.
Do Jedwabnego przyjeżdża też z Jasienicy w diecezji warszawsko-praskiej ksiądz Wojciech Lemański z Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów. Pięknie korespondują biała koloratka na szyi i czarna jarmułka na głowie. Przed obeliskiem z symbolicznymi nadpalonymi drzwiami od stodoły wdaje się w drobną polemikę z ambasadorem.
- Dziś jest nas niewielu. To prawda, ale i nieprawda. Wczoraj [w sobotę, gdy Żydzi obchodzą szabas, a tegoroczna rocznica przypadała właśnie w sobotę, uroczystości przeniesiono więc na niedzielę - red.] przyjechali tu przedstawiciele kancelarii prezydenta, władz województwa. Byli też prości ludzie. Wspaniali ludzie, którzy przyszli się pomodlić - mówił ksiądz Lemański. Podkreślał też, że w ostatnich latach, dzięki spotkaniom w rocznicę zbrodni, osób tych jest coraz więcej.
Jedwabne. Centrum. Chwilę po zakończeniu uroczystości. Tu życie toczy się swoim rytmem. Ktoś zagląda do sklepu, ktoś przysiadł na ławce. Niedziela jak niedziela. Tymczasem pod Tomaszowem Mazowieckim, we wsi Zawada, Rafał Betlejewski, autor akcji "Tęsknię za Tobą, Żydzie" (odwiedził w ramach jej także Jedwabne i Białystok) szykuje się do kolejnej akcji. Chce spalić stodołę z umieszczonymi w niej karteczkami z grzechami - naszymi złymi myślami, jakie mieliśmy kiedykolwiek w stosunku do Żydów... By zaszokować? Czy też przywrócić pamięć o cierpieniu? Oczyścić?
Rozmowa o akcji Rafała Betlejewskiego
Andrzej Kłopotowski: - Co pan sądzi o akcji Rafała Betlejewskiego, który w rocznicę mordu w Jedwabnem podpala stodołę pod Tomaszowem Mazowieckim?
Zvi Rav-Ner, ambasador Izraela w Polsce: - To jest sztuka. Nie wiem za bardzo, co o tym powiedzieć. Bardzo interesująca rzecz. Tylko nie wiem, czy to traktować jako formę pamięci, czy jako piękną sztukę. My przyjechaliśmy tutaj, żeby pomodlić się i wspominać ludzi, którzy zginęli.
Artysta mówi, że może to być forma oczyszczenia.
- Może być. Ciężko mi powiedzieć... To, co się stało, stało się tutaj. Ważna jest pamięć. Czy ten akt [pod Tomaszowem - red.] pomoże pamięci? Każda rzecz, każda forma może pomóc. Czy akurat ta? Trudno powiedzieć. Kto chciał, przyszedł [w niedzielę] tutaj, wczoraj [w sobotę] byli też przedstawiciele rządu. Trzeba przyjść tutaj, gdzie pochowani są ludzie, pomodlić się, spotykać się, rozmawiać o tej tragedii i o przyszłości. Naszej wspólnej przyszłości, którą mamy przed sobą, jak kiedyś mieliśmy wspólną przeszłość. Ciężko mi powiedzieć, czy ludzie obserwując płonącą stodołę, będą się oczyszczać. Może i tak. W porządku. Ja jestem tutaj i zdaje mi się, że to jest prawdziwa pamięć o Jedwabnem.
Czyli ważniejsza jest rozmowa, dialog niż terapia szokowa?
- Osobiście nie w taki sposób chciałbym modlić się i pamiętać tych, co ginęli, i tych, co ratowali Żydów. I myślę, że trzeba też modlić się za tych, którzy to zrobili. Bo to zostało na ich sumieniu przez całe życie. Ale jak to spalenie komuś pomoże, kogoś oczyści... Dobrze. Ja sam osobiście bym tam nie poszedł. Może jestem trochę za stary? Może dla młodych potrzeba więcej szoku, żeby pamiętać? Jeśli tak, to w porządku.
(Gazeta Wyborcza Białystok) |