Do białostockiej prokuratury trafiło zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia czynów zabronionych. Pogotowiu grozi też ogromna strata finansowa. Nieoficjalnie mówi się, że stacja będzie musiała zwrócić do budżetu nawet 2 mln zł.
– Nasza kontrola dotyczyła pracy pogotowia w pierwszej połowie 2007 roku – mówi Adam Dębski, rzecznik podlaskiego oddziału NFZ. – Właśnie sporządzamy wnioski pokontrolne. Złożyliśmy też zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia czynów zabronionych do prokuratury. Dotyczyły one niewłaściwej pracy zakontraktowanych przez nas karetek. W jednym z przypadków karetka nie stała w miejscu, w którym powinna, w drugim w karetce nie dokonywano czynności, do jakich była zakontraktowana. Chcemy, by prokuratura sprawdziła, czy zostało złamane prawo w zakresie innym niż umowa.
Z naszych ustaleń wynika, że chodzi m.in. o karetkę, która powinna stacjonować przez całą dobę w Zabłudowie. Jednak karetka była tu tylko przez pół doby, potem jeździła po Białymstoku. Gdy była potrzebna, trzeba było ją ściągać.
– Zawiadomienie z NFZ wpłynęło do nas w tym tygodniu – mówi Urszula Sieńczyło, szefowa Prokuratury Rejonowej w Białymstoku. – Będzie to kolejny wątek prowadzonego już przez nas postępowania w sprawie nieprawidłowości w pogotowiu. Jak na razie, nikomu nie postawiono jednak żadnych zarzutów.
W ub. roku zawiadomienie do prokuratury złożył zarząd woj. podlaskiego. We wniosku podano 150 przykładów na niegospodarność i naruszanie prawa w stacji, m.in. w zakresie przepisów dotyczących sieci karetek w województwie. I tak np. w Jeżewie karetka stacjonowała tylko 12 godzin na dobę, zamiast 24.
– To spowodowało, że gdy był wypadek maturzystów w Jeżewie, karetka zamiast po 5 minutach, dojechała tam dopiero po pół godzinie – mówił ówczesny wicemarszałek woj. podlaskiego Marek Olbryś. Wszystkie sprawy dotyczą okresu, gdy szefem pogotowia był Ryszard Wiśniewski. Właśnie m.in. te zarzuty były przyczyną odwołania go ze stanowiska dyrektora pogotowia, choć Wiśniewski wszystkie zarzuty odpierał. Od lipca ub. roku w stacji jest nowy dyrektor. – Nie mamy jeszcze wniosków pokontrolnych z NFZ, ale z tego, co wiem, nieprawidłowości dotyczyły tylko okresu, gdy był poprzedni dyrektor – mówi Krzysztof Rembeliński, obecny szef pogotowia.
Straty z tytułu niewłaściwego wykonywania umowy przez pogotowie podlaski NFZ dopiero podlicza. Nieoficjalnie mówi się, że kwoty, jakie stacja będzie musiała zwrócić do budżetu, mogą sięgać nawet 2 mln zł!