There are no translations available.
Do wypadku doszło wczoraj po południu na białostockich Krywlanach. 42-letni mężczyzna wykonywał kolejny skok w swoim życiu. Był doświadczonym spadochroniarzem. Jednak tym razem lądowanie zakończyło się fatalnie.
Cztery godziny reanimacji
Podczas lądowania uderzył o ziemię i stracił przytomność. Miał liczne złamania, krwawienie, prawie niewyczuwalne tętno.
– Nieprzytomnego skoczka karetka przewiozła do szpitala PSK – mówi Jan Mirucki, rzecznik pogotowia.
Mimo intensywnych wysiłków lekarzy mężczyzna zmarł cztery godziny później.
– Nie byłem świadkiem wypadku – mówi Henryk Sosnowski, dyrektor białostockiego aeroklubu. – Z tego jednak, co mi powiedziano, były to normalne skoki treningowe.
Za szybko spadał?
Samolot szkoleniowy może pomieścić 12 skoczków. Zazwyczaj jest ich jednak na pokładzie trzech. 42-letni spadochroniarz, który zginął, prawdopodobnie skakał z wysokości około 2,5 tysiąca metrów.
– I na pewno przyczyną wypadku nie było to, jak podały niektóre media, że nie otworzył się mu spadochron. Prawdopodobnie skoczek miał zbyt dużą prędkość spadania. Ale to sprawdzi dokładnie w poniedziałek Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych – dodaje Sosnowski.
Okoliczności wypadku bada też policja.